– Można więc przypuszczać, że wykrywalność jest na podobnym poziomie i – poza rządową narracją oraz absurdalnymi, szkodliwymi decyzjami rządu, sytuacja nie zmieniła się od czasu chociażby kampanii prezydenckiej – czytamy na portalu.

Jak relacjonuje Dominik Cwikła, zapytanie o dane z podziałem na tygodnie od początku monitorowana domniemanej epidemii wysłał do resortu zdrowia 1 października. Ministerstwo nie chciało jednak ujawnić tych danych.

– Szanowny Panie, w związku z tym, że są to informacje przetworzone (zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej), zwracam się z prośbą o wskazanie dlaczego informacja ta jest szczególnie istotna dla interesu publicznego – odpowiedziała pracownica Biura Komunikacji MZ.

Resort do tej pory nie przysłał odpowiedzi – pomimo „obszernego uzasadnienia – zarówno oceny wykrywalności jak również uspokojenia nastrojów społecznych, czemu ukrywanie podstawowych danych z pewnością nie służy”.

– Można też przypuszczać, że rząd z góry zaplanował, że lockdown będzie w Polsce wprowadzony, zaś wykazanie, że kwestia wykrywalności się nie zmieniła, zwiększyłaby i tak duży opór społeczny. Obecnie rząd zdaje się dąży metodą małych, ale szybkich kroków w tym kierunku – podkreślił Dominik Cwikła.

Wskazał również, że testy na koronawirusa nie są wiarygodne. Przypomniał „niewyjaśnione nadal pozytywne wyniki testów dla górników, którzy otrzymali je jeszcze przed wykonaniem testów, czy też oficjalne przyznanie w reżimowej telewizji, że zgony nie wywołane przez Covid-19 należy wpisać jako tymże spowodowane”.

Co więcej, rząd konsekwentnie ignoruje głosy ekspertów, w tym lekarzy, którzy alarmują, że obostrzenia są nieuzasadnione, a samo „lekarstwo” może okazać się gorsze od choroby. Władza nie odniosła się także do deklaracji z Barrington oraz zaproponowanego przez specjalistów modelu.