Owens powiedziała, że osoby rzekomo weryfikujące fakty na Facebooku, w rzeczywistości bezpodstawnie ją atakują, zaś w wyniku ich działań zdemonetyzowano jej stronę.

Jako przykład podała wstawienie opinii lekarza o Covid-19 oraz walki z tą chorobą, która nie zgadzała się z oficjalną narracją rządów i wielkich mediów.

- Facebook dodał ostrzeżenie na moje konto i powiedział, że tylko informacje, z którymi się zgadzają, na temat COVID-19 … są do zaakceptowania - poinformowała. 

- Postanowiłem, że nie zamierzam się poddawać. Tzw. weryfikatorzy informacji, są aktywistami lewicy, którzy zamykają ci usta, jeżeli nie podoba im się to, co mówisz. Nadszedł czas, aby zweryfikować weryfikatorów informacji - zapowiedziała dziennikarka.

- Zamierzam przeprowadzić akcję i pokazać, kim są ci frajerzy i dowiedzieć się, jaki jest ich związek z Facebookiem - podkreśliła Owens.

Warto przypomnieć, że Owens kilka miesięcy temu pojawiła się na celowniku radykalnej lewicy z Antify i BLM. Jako czarnoskóra kobieta, potępiła burdy wywoływane przez bandy pod hasłem "walki z rasizmem", o czym pisaliśmy.

Czy również w Polsce zaczną sypać się pozwy wobec propagandowych ośrodków, które nie dość, że nieraz bezpodstawnie wpływają na ograniczenie zasięgu niezależnych mediów i publicystów, to jeszcze oczerniają osobę publicznie twierdząc, że udostępnia nieprawdę tylko dlatego, że informacje i opinie są niezgodne z agendą lewicy?