Książka ks. Szpunara powstała na podstawie jego pracy magisterskiej. Autor obawiał się, że będzie bardzo trudno dotrzeć do ludzi, którzy przeżyli życie po śmierci i jeszcze będą chcieli podzielić się ze swoimi doznaniami. Pani, która pierwsza przyszła na furtę seminarium opowiadała, że podczas porodu miała silny krwotok, którego nie udało się zatamować. Uznano ją za zmarłą. Obudziła się w prosektorium pod prześcieradłem. Mówi, że sam moment jej „śmierci” był chwilą kryzysu, ale później doznała ogromnego spokoju.

O śmierci się nie rozmawia. Stanowi ona tabu, a jest jednym z ważniejszych momentów naszego życia. Jest to moment przełomowy, ale nie oznacza końca. Jest jedynie przejściem. Powinniśmy mieć świadomość, że śmierć prowadzi do naszych narodzin dla nieba.

Kiedy naprawdę mamy do czynienia ze śmiercią?. Z punktu widzenia teologicznego, to odłączenie się duszy od ciała, które było świątynią Ducha Świętego. W każdej kulturze mamy do czynienia z wielkim szacunkiem dla ciała osoby zmarłej. Ciało pozostaje tu na ziemi, a dusza spotyka się z Bogiem.

Medycyna mówi o tym inaczej i w wiarę postępu wiedzy medycznej zmienia się pojęcie śmierci. Do końca lat 60 XX w. śmierć następowała, gdy człowiek przestał oddychać, przestaje bić jego serce, czyli mamy do czynienia z definicją krążeniowo-oddechową. Teraz wiemy już, że w chwili gdy przestaje bić serce, oddech jest zatrzymany, przez bardzo krótki czas funkcjonuje jeszcze mózg. Serce można jeszcze przywrócić do życia dzięki masażowi serca, elektrowstrząsom. Moment śmierci człowieka to śmierć jego mózgu.

Z punktu widzenia medycznego śmierć kliniczna nie jest końcem życia. Wprawdzie pacjent przestał oddychać, serce przestało mu bić, ale nadal pracuje jego mózg. Z punktu widzenia teologii, u człowieka, który doświadczył NDE (near- mdeath-expeience) dusza nie odłączyła się od ciała. Czyli taki człowiek nadal żyje. „Pomyślałem – mówi ks. Szpunar – że trzeba zbadać te relacje w sensie teologicznym. One weszły do popkultury i w jakimś sensie stały się elementem naszych wierzeń. Musimy zadać sobie pytanie, czy możemy z tego czerpać, czy możemy budować naszą wiarę na podstawie relacji pacjentów, którzy opowiadają o tym, co widzieli po tamtej stronie”.

Wszystkie relacje niezależnie od światopoglądu, narodowości, kultury są ze sobą spójne. Nie ma znaczenia czy ktoś jest chrześcijaninem, muzułmaninem, żydem, buddystą, ateistą, agnostykiem. Wszyscy widzą to, o czym mówi nasze chrześcijaństwo o wizji życia po śmierci. Pacjenci widzą swoją reanimację, obserwują swoje ciało z góry, swój wypadek, operację, a nawet wystawienie aktu zgonu. Potem jest przejście przez ciemny tunel, światło, doświadczenie miłości, spotkanie z bliskimi zmarłymi i film z życia. Bezpośrednio po śmierci spotykamy się z Bogiem i to w jego obecności doświadczamy filmu swego życia. Sami dokonujemy swego osądu. Wszystko to się dokonuje w atmosferze bezwarunkowej miłości, spokoju i akceptacji. Najważniejsze w naszym życiu są intencje. Nie jest ważne jak wielkich rzeczy dokonaliśmy, liczą się jedynie czyste intencje. Jak budowaliśmy nasze relacje, czym się kierujemy w miłości, przyjaźni, znajomościach. Liczy się to, czy relacje były interesowne czy bezinteresowne. Tam liczy się miłość bliźniego, dobre uczynki, modlitwa, post, jałmużna – wszystko to, o czym mówi Pismo Święte.

Ludzie, którzy przeżyli własną śmierć chętnie dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami, swoim spotkaniem z Bogiem. Nawracają się, czytają Pismo Święte, modlą się, spowiadają i przyjmują sakramenty.

Ks. Szpunar uważa, że takie doświadczenie śmierci to łaska, jaką dostaliśmy od Boga, bo nie każdy pacjent, który przeżył śmierć kliniczną otrzymuje taką łaskę. Autor „Życia po śmierci” mówi, że te doznania są bardzo spójne z religią katolicką, objawieniami mistyków. Osoby, które doznały spotkania z Bogiem mają niezwykłe wyczucie teologiczne, a nigdy nie studiowały ani teologii ani filozofii. Jeden z pacjentów prawie dosłownie cytował „Sumę teologiczną” św. Tomasza z Akwinu czy św. Faustynę, a nigdy tych dzieł nie czytał. Mówił, że Pan Bóg jest bytem prostym, a my jesteśmy bytami złożonymi.

Dowodów naukowych nie mamy, ale doświadczenia śmierci klinicznej może nas zainspirować do pogłębienia wiary. Tych wszystkich doznań nie możemy do końca wytłumaczyć. Jak podejść do tego, że ktoś spotkał się ze swoimi bliskimi i dowiedział się, kto jest jego biologicznym ojcem, albo ze szczegółami opisuje swoją operację, reanimację, posługując się informacjami, do których nie mógł mieć dostępu.

„Czy więc te wszystkie fakty mogą nam pomoc uwierzyć w to, że z chwilą śmierci nasze życie zmienia się, ale się nie kończy? Odpowiadam zdecydowanie tak, mogą. Dużym błędem byłoby jednak to, gdyby ktoś swoją wiarę i relacje z Panem Bogiem oparł tylko na opowieściach pacjentów po bliskim doświadczeniu śmierci”.

Iwona Galińska