Na dzień 14 stycznia 2021 r. zaczepionych Polaków na COVID-19 było 369 212. Gdyby utrzymać to tempo w styczniu zaszczepionych zostanie niecałe 800 tys. osób. Daje to niecałe dziesięć milionów w ciągu roku. Jeśli nawet szczepienia przyspieszą, raczej nie należy się spodziewać, trzykrotnego wzrostu. Gdybyśmy nawet przyjęli, że zaszczepimy tylko chętnych i będzie ich 60%, czyli niecałe 20 mln, to szansa na to, że uda się to zrobić w rok, jest znikoma. Eksperci mówią zresztą, że jeśli nie zaszczepi się co najmniej 70-80% cała akcja nie da przewidzianego efektu.

Powszechnie pojawiają się głosy, że koronawirus, jak to wirus, mutuje i potrzeba będzie co najmniej kilku szczepień w rocznych odstępach. Gdyby nawet Polska chciała zastosować się do tego rozwiązania, nie znajdzie dość medyków i punktów, aby wyszczepić naród. Gdyby było to nawet wykonalne, oznaczałoby, że polska służba zdrowia na kilka lat zamieniłaby się w służbę szczepienną. Kosztowałoby to miliardy złotych (koszt szczepionek plus podania ich) i zatopiło całkowicie naszą opiekę zdrowotną, która mając nawet jakieś możliwości działania poza szczepieniami, nie miałaby środków.

W tej sytuacji zdanie szefa Kancelarii Premiera, Michała Dworczyka „Wszystko wskazuje na to, że na Covid będziemy musieli się szczepić co roku”, brzmi nie tylko nieodpowiedzialnie. Jest absurdalne. Nie trzeba być wybitnym ekspertem, żeby stwierdzić, że to mrzonki i słowa bez pokrycia. Koronawirus obnażył liczne słabości służby zdrowia, a decyzja o podzieleniu służby zdrowia na część zajmującą się COVID-19 i resztę przyniosła tragiczne skutki. Z jednej strony pojawiły się doniesienia, że covidowe placówki, jak ta na Szpitalu Narodowym, stoją puste, a z drugiej strony statystyki mówią, że tysiące ludzi nie zostało zoperowanych na poważne schorzenia, wielu pacjentów nie doczekało się pomocy, bardzo wielu zmarło i to nie z powodu koronawirusa, ale obostrzeń, nie funkcjonującej służby zdrowia i strachu pacjentów przed udaniem się do szpitala (strachu wywołanego przez rząd).

Rząd całą nadzieję złożył w szczepionkach, a tymczasem nawet, gdyby zadziałały, nie mamy za bardzo szans wygrać walki z czasem. Zanim wyszczepimy większość społeczeństwa, przyjdzie bowiem mutacja (już się pojawiają doniesienia na jej temat) i potrzebna będzie kolejna szczepionka. I tak w koło Macieju. Pomysł, aby ogłaszać kolejne Dni Solidarności i Narodowe Kwarantanny, a tak naprawdę zabójcze dla gospodarki lockdowny, też niczego nie rozwiązuje. Wygląda na to, że z powodu chaotycznych działań rządu czeka nas kilka lat nieodpowiedzialnych i bardzo kosztownych dla wszystkich działań, które przyniosą niewielkie rezultaty. Krytykowana Szwecja ma przynajmniej pewną świadomą strategię działania. Podobnie Nowa Zelandia, która znajduje się na pierwszym miejscu w rankingach krajów, które najlepiej radzą sobie z koronawirusem. W Polsce trwa jedynie naśladowanie innych, jak zawsze, i wprowadzanie działań nieadekwatnych do sytuacji.

Wypowiedzi rządu, jak ta szefa Kancelarii Premiera, dowodzą jedynie, że nie ma on wyobraźni, brak mu konkretnego planu i jasnej wizji. Jeśli jakieś plany są nawet robione, nikt się ich nie trzyma. Gdyby było inaczej Polska już by się znalazła w żółtej strefie. W tej sytuacji nie powinniśmy patrzeć ze zbyt wielką nadzieją na zapewnienia rządu., które wydają się być jak królik wyciągany z kapelusza – nie wiadomo skąd się wzięły i czy zaraz nie znikną w taki sam magiczny sposób, jak się pojawiły.