Stygmatykami byli m.in. św. Rita z Cascii, św. Gemma Galgani i św. Weronika GiulianiŚw. Franciszek z Asyżu był pierwszym uznanym stygmatykiem przez kościół katolicki. Niektórzy stygmatycy mieli niewidzialne stygmaty tak jak święta Faustyna Kowalska.

Nie wszyscy stygmatycy zostali kanonizowani. Jeśli tak, to nigdy z tego powodu. Kościół jest w takich przypadkach bardzo ostrożny. Wśród nich było więcej kobiet niż mężczyzn, zakonnice i niektóre zamężne kobiety i matki.
Stygmatycy którzy żyją w naszym czasie są Myrna Nazzour,
Catalina Rivas i brat Elia Cataldo z Umbrii, regionu świętego Franciszka. Brat Elia jest często nazywany Ojcem Pio naszych czasów, ze względu na jego stygmaty i cuda, które zdarzają się za jego wstawiennictwem.

Ojciec Pio stale pomaga bratu EliA. Podczas jednej wizji powiedział mu że musi zakończyć misję, którą on rozpoczął.
Brat Eliasz nie jest kapłanem, był najpierw kapucynem, ale po kilku latach założył własną wspólnotę
„Apostołów Bożych".

 

Św. Ojciec Pio jest dotąd pierwszym i jedynym księdzem, który otrzymal stygmaty,  doswiadczył dwie stygmatyzacje i dwie transwerberacje.

 

Ojciec Pio miał rany na rękach i stopach, po lewej stronie klatki piersiowej i na prawym ramieniu spowodowaną u Chrystusa ciężarem krzyża, ta rana była najboleśniejsza, ona jako jedyna nigdy nie byla opatrywana i nikt o niej nie wiedział.

Jedynie młodemu ksiedzu Karolowi Wojtyłe Ojciec Pio o niej powiedział w zaufaniu, kiedy on go odwiedził w San Giovanni Rotodno w 1948 roku.

Dopiero w 1971 roku, było to trzy lata po śmierci Ojca Pio, kiedy brat Modestino sprzątał w jego celi, znalazł koszule, na której było pełno krwi na prawym ramieniu.

 

Ponadto otrzymał Ojciec Pio transwerberację, to znaczy przekłucie serca tak jak u Jezusa, rany od chłosty i ślady od korony cierniowej.

Transwerberacja to przywilej dany niewielu mistyków, który jest bardzo bolesny. Inni święci, którzy również przeszli przez „ogień miłości", to: św Teresa z Avila, św Weronika Giuliani, św. Małgorzata Maria Alacoque.

 

Pierwsza stygmatyzacja Ojca Pio zdarzyła się 7 wrzesnia 1910 roku.

Było to w Piana Romana w Pietrelcina gdzie  Ojciec Pio zbudował schronienie pod wiązem, tam spędzał wiele godzin na modlitwie i medytacji w cieniu.
20 września 1918 roku otrzymał trwałe widoczne stygmaty w San Giovanni Rotondo, ale w rzeczywistości rany otrzymał już przed laty w Piana Romana.
Kilka tygodni po przyjęciu święceń kapłańskich, gdy modlił się pod wiązem, ukazała sie nie znana postać która go zraniła. Ojciec Pio zawsze uważał 7 września 1910 roku za datę otrzymania stygmatów.

Tego popołudnia Ojciec Pio poszedł do Ojca Pannullo i pokazał mu coś, co wyglądało na rany kłute na jego rękach. Ojciec Pannullo zapytał go, co się stało. Ojciec Pio powiedział mu, że modli się w „Piana Romana", kiedy ukazała mu się postać i go zraniła. Ojciec Pannullo zbadał ręce Ojca Pio i nalegał, aby zbadał je lekarz.
Kilka dni po tym, jak doktor Cardone to zrobił. Ojciec Pio wrócił do Ojca Pannullo: „Ojcze, zrób mi przysługę" - powiedział - „Módl się ze mną, aby poprosić Jezusa, aby usunął ten dyskomfort. Chcę cierpieć, a nawet umrzeć z cierpienia, ale w ukryciu. „Drogi synu", odpowiedział ojciec Pannullo, „pomogę ci z tym, o co prosisz. Jeśli jednak taka jest wola Boga, musisz wyrzec się wykonywania swojej woli we wszystkim. I pamiętaj, że to jest dla zachowania dusz i dla dobra całej ludzkości, o czym musisz powiedzieć Jezusowi: "Zrób ze mną, jak chcesz." Obaj bracia modlili się, a rany zniknęły.

Te bóle dłoni i stóp są pierwszymi zapowiedziami stygmatów ojca Pio, które do 1918 pozostaną niewidoczne, sprawiając mu często „niezmiernie przenikliwy ból". Ojciec Pio opisał o tym doświadczeniu swojemu kierownikowi duchowemu Ojcu Benedetto z San Marco in Lamis:

„Na środku dłoni pojawiła się czerwona skaza, wielkości jednego centymetra, czemu towarzyszył przenikliwy ból. Ten ból był bardziej odczuwalny po wewnętrznej stronie lewej dłoni, tak jak to trwa dotychczas. Również pod stopami poczułem jakiś ból".


A w liście do swojego kierownika duchowego Benedetto, Ojciec Pio napisał bardzo szczegółowo o transwerberacji, która miała miejsce w dniach 5-7 sierpnia 1918 roku: „Właśnie spowiadałem naszych chłopców, piątego wieczorem, gdy w jednym momencie zostałem napełniony niesamowitym lękiem na widok jakiejś niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mojej inteligencji. W ręce trzymała coś w rodzaju narzędzia podobnego do długiego, dobrze wyostrzonego kawałka metalu, z którego ostrza, jak się zdawało, wychodził ogień. Widzieć to wszystko i przyglądać się tej osobie wbijającej z całą siłą wyżej wspomniane narzędzie było jednym i tym samym. Z trudem zajęczałem z bólu; czułem, że umieram. Powiedziałem chłopcu, aby odszedł, ponieważ czułem się źle i nie miałem siły, by kontynuować [spowiedź]. To męczeństwo trwało bez przerwy aż do ranka siódmego dnia miesiąca. Od tego dnia jestem śmiertelnie zraniony. W głębi mojej duszy czuję ranę, która będąc zawsze otwarta, sprawia, że nieustannie doznaję katuszy".

 

W swym liście do swojego kierownika duchowego Ojca Benedetto z 22 pazdźiernika 1918 roku, Ojciec Pio opisuje o momencie pojawienia się znaków Męki Jezusa na swoim ciele:
„Rankiem 20 dnia ostatniego miesiąca, w chórze po tym, jak odprawiłem Mszę świętą, uległem drzemce podobnej do słodkiego snu. [...] Zobaczyłem przed sobą tajemniczą osobę, podobną do tej, którą widziałem wieczorem 5 sierpnia. Jedyną różnicą było to, że z jej dłoni, nóg i boku kapała krew. Ten widok przeraził mnie i poczułem, że ta chwila jest nie do opisania. Myślałem, że umrę, jeżeli Pan nie zainterweniuje i nie wzmocni mojego serca, które było blisko pęknięcia. Wizja zniknęła i zdałem sobie sprawę z tego, że moje ręce, nogi i bok ociekały krwią. Wyobraź sobie agonię, jaką przeszedłem i przechodzę praktycznie codziennie. Serce nieustannie krwawi, zwłaszcza od czwartkowego wieczoru do soboty. Drogi ojcze, umieram z bólu, z powodu ran i z wynikającego z tego wstydu, który czuję głęboko w mojej duszy. Boję się, że wykrwawię się na śmierć, jeżeli Pan nie wysłucha mojego szczerego błagania i nie uwolni mnie z tego stanu. Czy Jezus, który jest dobry, udzieli mi tej łaski? Czy On przynajmniej uwolni mnie ze wstydu spowodowanego przez te zewnętrzne znaki? Będę wznosił swe modlitwy i nie przestanę Go błagać, póki w Swym miłosierdziu nie zabierze go, nie ran, ani cierpienia, co jest niemożliwym, ponieważ chcę być zjednoczony z bólem, lecz te zewnętrzne znaki, które powodują mi tak wielki wstyd i upokorzenie nie do zniesienia"

 

Druga transwerberacja Ojca Pio wydażyła sie około 20 grudnia 1918 roku. Przez drugie przekłucie serca Ojciec Pio został przekształcony w żywy obraz Jezusa. Rana na lewej stronie klatki piersiowej Ojca Pio miała kształt litery X, dlatego możemy mówić o 2 ranach. Tak sam opisuje to wydarzenie mistyczne w liście swojemu kierownikowi duchowemu Ojcu Benedetto:

„Od kilku dni mam wrażenie, jakby stalowe ostrze wbijało się ukośnie od dołu serca do dolnej części prawego ramienia. Daje mi okropny ból i nie pozwala odpocząć. Co to może być? Zacząłem odczuwać to nowe zjawisko po pojawieniu się, tej tajemniczej osoby, którą również widziałem 5 i 6 sierpnia oraz 20 września. ''

 

Stygmaty Ojca Pio były wielokrotnie, dokładnie badane przez m.in. trzech niezależnych lekarzy którzy stwierdzili, że stygmaty są nadprzyrodzone.

Jeden z lekarzy polecił odpowiednio zabandażować, uszczelnić rany dłoni i pozostawić je zamknięte na 8 dni. Spodziewał się, że krwawienie  się skończy. Ale tak się nie stało, rany  jeszcze obficiej krwawiły przez bandaże i pieczęć. Ojcu Pio nie wolno było pokazywać nikomu swoich ran, tylko jak otrzymał pisemne polecenie, żeby to uczynić.
Zawsze nosił rękawiczki, żeby je ukryć, tylko kiedy odprawiał mszę świętą, zdejmował je. Wtedy obecni mogli zobaczyć  jego krwawiące rany. Sam mówił, że podczas celebracji mszy świętej, podobnie jak Jezus, wielokrotnie przechodził przez ukrzyżowanie.
U każdej stygmatyzowanej osoby rany stygmatów były inne. Krwawienie różniło się również w zależności od osoby. Ojciec Pio miał udział w męce Chrystusa przez 58 lat. A rany krwawiły przez ostatnie 50 lat jego życia. A przede wszystkim od czwartku do soboty oraz podczas celebracji mszy świętej.

Otóż przez pół wieku rany te nie uległy zakażeniu, rozkładowi czy jakimkolwiek zmianom chorobotwórczym, nie zabliźniając się i nie wydzielając przykrego zapachu, ale przedziwną, miłą woń. Tuż przed śmiercią rany zaczeły się goić a krótko po śmiercy znikły wszystkie ślady po nich, nie pozostawiając  nawet najmniejszej blizny, to było kolejnym cudem i tajemnicą.

Bracia założyli Ojcu Pio rękawiczki jak go włozyli do trumny,
aby zapobiec nowej sensacji na jego pogrzebie.

 

Ojciec Pio cierpiał za życia z miłości do Jezusa, żeby zbawić dusze, ale jak sam mówił, jego misja miała się dopiero zacząć po jego śmierci. Wtedy miał, narobić dużo hałasu.

Ojciec Pio dotrzymał swojej obietnicy, do dziś dzieje się wiele cudów i nawrócen za jego wstawiennictwem.