Ale nie jest dobrze nie tylko z powodu pojawiania się nowych mutacji zbrodniczego koronawirusa lecz przede wszystkim - z narastającego napięcia w stosunkach z Naszym Najważniejszym, jeśli nie Jedynym Sojusznikiem. Wprawdzie rząd dobrej zmiany z Naczelnikiem Państwa na czele, spekulował na wyborcze zwycięstwo Donalda Trumpa, ale los, a konkretnie – amerykańska żydokomuna - zdecydowała inaczej i w rezultacie prezydentem u Naszego Najważniejszego został Józio Biden, a Donald Trump właśnie został zaciągnięty przed oblicze niezawisłego sądu senatorskiego, który go osądzi w związku z niedawną inwazją na Kapitol.

Na domiar złego, niezawisły sąd w Warszawie dopuścił się świętokradztwa, nakazując pani Barbarze Engelking i panu Janowi Grabowskiemu przeproszenie pani Filomeny Leszczyńskiej za obsmarowanie jej stryja w sensacyjnej powieści “Dalej jest noc”. Na widok tego świętokradztwa szef Światowego Kongresu Żydów pan Lauder ogłosił, że jest “przerażony” wybrykiem tubylczego sądu, który z rozmysłem “dławi” wysiłki “uczonych” oraz wyraził nadzieję, iż nadejdzie dzień, w którym takie decyzje zostaną pozostawione historykom, a nie politykom, czy sądom. Po tym uderzeniu w stół od razu odezwały się nożyce w postaci pana Michała Schuldricha, głównego rabina Rzeczypospolitej, który swoimi słowami wyraził tę samą myśl i nadzieję.

Ciekawe, że w uchwalonej w roku 1998 ustawie o IPN włączony tam na życzenie strony żydowskiej art. 55, przewidujący karalność tzw. “kłamstwa oświęcimskiego”, czyli każdej próby podważenia zatwierdzonej do wierzenia wersji historii, przyznaje prawo ostatniego słowa w dyskusjach historycznych właśnie prokuraturze i sądom – ale wiadomo, że “kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”. Dlatego też urzędniczka Departamentu Stanu, kierowanego obecnie przez pana Blinkina z pierwszorzędnymi korzeniami białostockimi, pani Cherrie Daniels, a ze swego strony pan Bix Aliu, charge d`affairs ambasady USA w Warszawie, zaćwierkali z tego samego klucza – że to karygodna “ingerencja w dyskurs akademicki”. Widać, że wraz z objęciem prezydentury USA przez Józia Bidena powstała sytuacja podobna do opisanej przez Juliana Tuwima w koszmarnych czasach sanacji tyle, że a rebours, czyli z odwrotnej pozycji: “czasy są takie, że gdy Żydek pierdnie, zaraz szukają źródła w Kominterdnie”. Jak widzimy, tresura obejmuje nie tylko maseczki, “dystans” czy “szczepionki”, ale również - niezawisłe sądy. Ciekawe, czy niezawisły sąd apelacyjny odważy się zatwierdzić ten wyrok, czy też uniesie się słusznym gniewem i nakaże pani Filomenie Leszczyńskiej przeprosić panią Engelking i pana Grabowskiego za swoją zuchwałość.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z projektowanym podatkiem od reklam zamieszczanych w niezależnych mediach, skromnie i dla zmylenia przeciwnika nazwanym “składką”. Niezależne media głównego nurtu, z żydowską gazetą dla Polaków na czele, natychmiast wszczęły akcję protestacyjną, publikując czarne, żałobne ekrany, zamiast “ulubionego programu”. Ciekawe, że te same niezależne media nie chciały nawet pisnąć w obronie innych niezależnych mediów, którym Zuckerbergi bez uzasadnienia blokowały programy czy wstrzymywały “monetyzację”, ale wiadomo: co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Wprawdzie pan red. Michnik dawno temu się zaklinał, że gotów by oddać życie w obronie prawa swego wroga do swobody wypowiedzi, ale wiadomo, że takie frazesy powtarza się za Volterem nie z przekonania, tylko – żeby było ładniej – a tak naprawdę to chodzi o to, co pięknie ujął Mikołaj Machiavelli – że łatwiej przeżyć śmierć ojca – niechby nawet w postaci świętej zasady obrony wolności mediów – niż utratę ojcowizny. A tu przecież chodzi o szmalec – więc nic dziwnego, że płomienni szermierze wolności słowa zawyli jednym głosem. Nie tylko zresztą oni, ale również zasiadający w Senacie Naszego Najważniejszego Sojusznika Wielce Dostojny Robercik Menendez i pani Magdalena Albright, co to, będąc sekretarzem stanu USA, nie mogła się zdecydować, czy jest Żydówką serbską, czy może czeską, no i oczywiście – pan Bix Aliu. Chodzi im o to, że “wolne media” są “kamieniem węgielnym demokracji”, a media z opodatkowanymi przychodami z reklam – już nie – i że Stany Zjednoczone “zawsze”... - i tak dalej. Te same Stany Zjednoczone, które nie ośmieliły się nawet kwiknąć, kiedy Zuckerbergi zablokowały urzędującego prezydenta. Co tu ukrywać; te zapewnienia nie są specjalnie wiarygodne, chyba, że chodzi o media żydowskie – bo w ich obronie USA gotowe są użyć nawet swego arsenału jądrowego.

Tak, czy owak, może to mieć konsekwencje dla stosunków naszego bantustanu z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem. Dotychczas uważałem PiS za ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego – i tak jest nadal – ale różnica polega na tym, że jeszcze kilka lat temu w kontrze wobec PiS stał tylko obóz zdrady i zaprzaństwa, czyli polityczna ekspozytura Stronnictwa Pruskiego, podczas gdy teraz, Nasz Najważniejszy Sojusznik zawczasu przygotował sobie alternatywę wobec PiS w postaci ruchu 2050 pana Szymona Hołowni. Nie jest tedy wykluczone, że awantura z pobożnym posłem Gowinem może być początkiem procesu, którego efektem będzie przebudowa sceny politycznej naszego bantustanu; jasnym idolem zostanie pan Szymon z panem Kobosko za plecami, a w miejsce “dobrej zmiany” pojawi się Zmiana Jeszcze Lepsza, zbudowana z resztek po Platformie Obywatelskiej i PiS, w której nasz mniej wartościowy naród tubylczy będzie musiał się zakochać.

Stanisław Michalkiewicz