Ustawa wprowadza zmiany w dotąd obowiązujących przepisach o wyborach szefa państwa. Zostają one dostosowane do znowelizowanej konstytucji, którą przyjęto w Rosji w ogólnokrajowym głosowaniu latem 2020 roku. Zgodnie z nowelizacją konstytucji w przypadku osób, które pełniły urząd prezydenta w momencie przyjęcia nowelizacji, liczba kadencji prezydenckich zaczyna być liczona od nowa, bez uwzględnienia kadencji sprawowanych w przeszłości. Oznacza to, że Putin będzie mógł startować w następnych wyborach i w rezultacie pozostać na stanowisku do 2036 roku. Władimir Putin stoi na czele Rosji od 2000 roku. Pełnił urząd prezydenta przez dwie kadencje do 2008 roku. W latach 2008-12 pełnił urząd premiera. Powrócił na Kreml po tej czteroletniej przerwie i obecnie sprawuje drugą sześcioletnią kadencję prezydencką, która upłynie w 2024 roku.

 

Podpisana przez Putina ustawa to tylko formalność. To, że prezydent Rosji będzie mógł rządzić Rosją nawet do 2036 roku, wiadomo było już na mocy zeszłorocznego ogólnokrajowego głosowania, w wyniku którego „wyzerowano” kadencje Putina. Jak do tego doszło? W znowelizowanej konstytucji wprowadzono dodatkowy przepis, który stanowi, że ograniczenie dwóch kadencji nie znajduje zastosowania do osoby piastującej stanowisko prezydenta w momencie wejścia poprawek w życie. Jeśli polityk wystartuje w kolejnych wyborach i zostanie wybrany na dwie kadencje, będzie rządził Rosją do 83. roku życia. To oznacza, że sprawowałby władzę dłużej niż Józef Stalin. Putin przygotował sobie też opcję awaryjną na wypadek, jeśli nie uda mu się rządzić dożywotnio. Cztery miesiące temu podpisał ustawę, która ma zapewniać byłym prezydentom Rosji oraz ich rodzinom dożywotni immunitet chroniący przed odpowiedzialnością karną.

 

Jeszcze w grudniu zeszłego roku Władimir Putin deklarował, że nie podjął decyzji o ponownym stracie w wyborach prezydenckich. W rozmowie z reporterami twierdził, że jest "zbyt wcześnie, by składać tego rodzaju deklaracje". Jednak polityk, który rządzi Rosją od 2000 roku, konsekwentnie robi wszystko, by utrzymać się u władzy i budować wizerunek silnego przywódcy. W światowej prasie nie brakuje spekulacji, czy w obliczu niestabilnej sytuacji w Rosji (kulejąca gospodarka i protesty w obronie Aleksieja Nawalnego), Putin nie będzie chciał podreperować swoich notowań kolejną agresją na miarę aneksji Krymu w 2014 roku. Jak przypomina na łamach serwisu "Politico" politolog i ekspert ds. rosyjskich Leon Aron, decydując się na inwazję na Krym, Putin skutecznie odwrócił uwagę od kiepskiej sytuacji gospodarczej i podsycił wielkomocarstwowe marzenia Rosjan. Taka strategia poskutkowała: wskaźniki popularności rosyjskiego polityka podskoczyły z 65 proc. w latach 2012-2013 do 81 proc. w okresie 2014-2018.

 

Poparciem na 80-procentowym poziomie polityk cieszył się również na fali rozpoczętej w 1999 roku drugiej wojny czeczeńskiej. Najwyższe notowanie na poziomie 88 proc. uzyskał we wrześniu 2008 r., po agresji na Gruzję. Co prawda Putin pełnił wówczas funkcję premiera, ale de facto to on sprawował władzę, a nie prezydent Dmitrij Miedwiediew. To właśnie za jego rządów wprowadzono korzystne dla Putina poprawki do konstytucji, które umożliwiły wydłużenie kadencji prezydenta z czterech do sześciu lat. Wygrywając wybory w 2012 roku, Putin rozpoczął rządy już według nowych przepisów.

 

W ostatnich tygodniach nasiliły się obawy o kolejną inwazję na Ukrainę, co związane jest z eskalacją walk w Donbasie i zwiększoną obecnością wojsk rosyjskich na granicy z tym krajem. Kreml twierdzi, że zeszłotygodniowe manewry na południu Rosji to element "rutynowych ćwiczeń", co rzecz jasna Zachodu nie przekonuje. W zeszłym tygodniu Unia Europejska przygotowała specjalne oświadczenie, w którym poinformowała o nielegalnie prowadzonej przez Rosję kampanii poboru do wojska na Krymie. Jak informuje agencja Reutera, głos w sprawie rosyjskich działań zajęli przedstawiciele NATO. "Sojusznicy wyrazili zaniepokojenie ostatnimi rosyjskimi działaniami militarnymi na dużą skalę na Ukrainie i wokół niej. Są również zaniepokojeni rosyjskimi naruszeniami zawieszenia broni z 2020 roku, które doprowadziły do śmierci czterech ukraińskich żołnierzy" - podkreślił w rozmowie z agencją Reutera przedstawiciel NATO.

 

WO