Jestem niezmiernie wdzięczny dla redakcji „Tygodnika Wileńszczyzny” za otwartość i odwagę w publikowaniu treści, które być może nie bardzo pasują do ogólnego mainstreamu. Ponieważ zaś „Tygodnik Wileńszczyzny” jest rzecznikiem (odzwierciedla poglądy) elit Wileńszczyzny, dlatego serdeczne podziękowania wyrażam również pod adresem naszej dostojnej Władzy. Rozumiem, że teksty mogą działać jak „zimny prysznic” na „uśpione” nieraz umysły. Przepraszam. Ale przecież tylko w zmaganiu się różnych perspektyw można odkryć i obronić prawdę. A poza tym chyba jest zrozumiałe, że słowa tych tekstów wcale nie szukają uznania, ale są dramatycznym apelem do Ludu Wileńszczyzny, który obecnie „chodzi ciemną doliną” (por. Ps 23, 4), wystawiony na nieoczekiwane i niezrozumiałe próby, które stanowią olbrzymie zagrożenie tak dla wiary, jak również dla samej egzystencji.

Obecny tekst jest próbą zwrócenia uwagi na konsekwencje moralne, w które jest brzemienna obecna „godzina” próby, wyznaczona dla Kościoła, dla świata i ludzkości. W tej perspektywie jest wiele do powiedzenia, ale spróbujmy zacząć od refleksji nad dziwnym faktem, który dało się zaobserwować od samego początku „godziny” próby.

Kościół w godzinie próby

Gdy tylko zostało ogłoszone zagrożenie „pandemiczne”, Franciszek w pierwszej kolejności poddał się samoizolacji i taki dał przykład całemu Kościołowi. Świątynie więc „pozamykały” się, a duchowieństwo i wierni pogrążyli się w jakimś wielowymiarowym strachu, mającym różne, ale konkretne formy wyrazu. Sytuacja wyglądała bardzo racjonalnie uzasadniona, bo przeniknięta troską o ratunek zdrowia i o przetrwanie do „lepszych czasów”. Ale w tym wszystkim wydarzyło się coś bardzo złego. Otóż Kościół był zawsze w „awangardzie” dziejów, szczególnie w chwilach krytycznych, w chwilach egzystencjalnego zagrożenia – Kościół wysoko wznosił KRZYŻ jako znak wskazujący kierunek ku Zbawieniu. W obecnej „godzinie” próby Kościół samoizolował się, wypuścił inicjatywę ze swych rąk i zamiast być głównym Podmiotem (Subiektem – KIMŚ) w gronie autorytetów tego świata, stał się kierowanym przez inne światowe autorytety obiektem (CZYMŚ). Inicjatywę przejęli ziemscy bohaterowie – decydenci polityczni i państwowi, służby zdrowia, lekarze, wolontariusze – to oni zbierali i nadal zbierają laury i podziękowania jako prawdziwi „wybawiciele” od zarazy. Tymczasem Kościół zamienił się jakby w jakiegoś „smarkacza”, którego wzięto za kołnierz i pokazano mu miejsce w kącie, gdzie ma być cicho. Oczywiście, że tu i tam Kościół wykazywał pewne piękne inicjatywy, ale to nie odmienia wcale generalnej utraty autorytetu Kościoła na arenie światowej w dziele zbawiania ludzi. Być może to jest pierwsze oblicze GRZECHU, jakie dało się zobaczyć w tej całej historii z zarazą. Jakże wymownym stał się Wielki Post 2020 r. Oto świat ujrzał całkowicie samotnego papieża, bez swej owczarni, gdy w III Niedzielę Wielkiego Postu Franciszek po godz. 16.00 wyszedł z Watykanu i ruszył w samotną wędrówkę po Rzymie, by pokutować i błagać o koniec pandemii, i gdy w piątek, 27 marca, o godz. 18.00 przy pustym placu poprowadził modlitwę na dziedzińcu Bazyliki św. Piotra przed krucyfiksem z rzymskiego kościoła San Marcello al Corso.

W tej niepomyślnej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół, wcale nie chodzi o utratę pozycji lidera, nastąpiła bowiem całkowita wręcz zmiana perspektywy: „Od kierunku do Boga zwrócono się w kierunku do człowieka i jego geniusza. Sytuacja na pierwszy rzut oka jest niby usprawiedliwiona i może nawet błaha, jednak w istocie skrywa taką diabelską przebiegłość, że jeszcze nie potrafimy nawet prawidłowo ocenić konsekwencji tego, co się wydarzyło, nie potrafimy jeszcze dostrzec, że w wyniku takich, a nie innych decyzji podjętych w reakcji na zarazę, znaleźliśmy się jakby w innym świecie, gdzie niebo jest inne i słońce nie tak świeci. Według ks. Tadeusza Guza (filozof, teolog, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego), to jest prawdziwy dramat, to kryzys i potop, to jest przepaść, w którą wpakował nas diabeł: Co wydarzyło się w katolickiej Polsce w ostatnich miesiącach? Część duchowieństwa katolickiego w Polsce zamknęło świątynie. Część reprezentantów państwa polskiego zamknęło świątynie. (...) Co oznaczał ten akt? Oznaczał nie mniejszą zdradę, niż tę zdradę, którą opisuje św. Jan Apostoł i Ewangelista. Dlatego też, kochani, popatrzcie, w jakim potrzasku my się znajdujemy. (...) My jesteśmy świadkami, według moich szacunków, najgłębszego kryzysu Kościoła w Polsce od chrztu Mieszka I. Nie mówiąc o paraliżu duchowym i o tym, jaki lęk uzyskało wielu duchownych i świeckich w stosunku do Przenajświętszego Sakramentu, Eucharystii i pozostałych Sakramentów Świętych. Że Kościół zaprzestał, a niejednokrotnie wraz z państwem polskim zabraniał ludowi Bożemu w stanie łaski przystępować do Sakramentów Świętych. Czy wy, kochani, wiecie, że nigdy, żadne pokolenie w ponad tysiącletniej historii istnienia naszego narodu nie przeżyło takiego krzyzysu wiary? Nikt z Polaków w minionych pokoleniach, nikt, ba, powiem więcej, nawet żaden wróg, który wchodził na ziemię polską w ostatnim tysiącleciu, tak nie ugodził w Chrystusa Pana, jak w ostatnich miesiącach my sami, we wnętrzu Kościoła i państwa polskiego. Nikt tak nie zamknął na wszystkie spusty Przenajświętszych Sakramentów, jak dokonano tego w ostatnich miesiącach. To są grzechy i części duchowieństwa, i części ludu Bożego w Polsce wołające o pomstę do Nieba. Żadne pokolenie Polek i Polaków dotychczas, od pokolenia Mieszka I, tak nie poniżyło Przenajświętszych Sakramentów jak nasze. Bo które z minionych pokoleń podejrzewało, że Chrystus Eucharystyczny zaraża, że Chrystus w chrzcie św. zaraża, że Chrystus w bieżmowaniu zaraża, że Chrystus w spowiedzi św. zaraża, że Chrystus w sakramencie kapłaństwa zaraża, że Chrystus w sakramencie małżeństwa zaraża. Przecież to jest, kochani, potop. To ja mogę porównać tylko z biblijnych opisów, kochani, do czasu potopu, kiedy wody grzechu zalewały wszystko, co napotykały. Przecież ludzi, prawdziwie miłujących Boga w Przenajświętszych Sakramentach, w ostatnich miesiącach w Polsce ubyło masowo. Kochani, co za dramat! Proszę zauważyć, w jaką przepaść wpakował diabeł Polskę katolicką w ostatnich miesiącach, żeby dyrektywy przeciwników Boga z zagranicy realizować nie tylko w przestrzeni państwa polskiego, lecz także we wnętrzu Kościoła w Polsce. Jaki to, kochani, dramat! Ja większego dramatu, jak studiuję dzieje Polski ponad tysiąc lat, nie napotykam. Dramat II wojny światowej, (...) I wojny światowej był wielki, ale nieporównywalny z tym dramatem rozpadu naszej wiary eucharystycznej i sakramentalnej. Dramatu wojny bolszewickiej (...) czy całego okresu PRLu nie można kompletnie porównać z tym, w jaką przepaść, w jaki kryzys, w jaki dramat nas wpakowano w ostatnich miesiącach. Po tego typu zamachach na Chrystusa Pana w Przenajświętrzych Sakramentach trzeba się liczyć objektywnie z masowym odpływem Polek i Polaków od Kościoła Chrystusowego. Dlatego, że z Chrystusa Eucharystycznego utworzono potwora, zdrajcę zdrowia ludzkiego, mordercę ludzi. Proszę sobie wyobrazić, że zamiast trwać w wierze, że diabeł jest zdrajcą, że diabeł jest mordercą Polski i narodów, to myśmy, kochani, ulegli pokusie diabła, który chciał nam wmówić, że nie, ja to jestem waszym Bogiem. Ale – ten Bóg, w którego dotychczas wierzyliście jako Polki i Polacy – On jest diabłem, On jest szatanem”.

Oczywiście, że to, co ksiądz profesor powiedział o Kościele w Polsce, jest aktualne i dla Kościoła w naszym kraju. W kazaniu księdza profesora zabrzmiały również takie słowa, które są szczególnie aktualne dla świątyń, gdzie praktykuje się wyłącznie Komunię św. na rękę, co powoduje, że niektórzy wierni takich parafii rezygnują z przyjęcia Eucharystii i w lepszym wypadku idą do innych kościołów: Co to, kochani, oznacza ten akt – zamknięcie Pana Jezusa w świątyni? Tego typu akt objektywnie, niezależnie, czy dokonany rękami ludzi Kościoła czy rękami polityki polskiej, jest aktem złamania prawa Boga. Nikomu, kochani, nie wolno zamknąć kościoła, czyli, jeżeli rozumiemy pod tym (zamknięciem kościoła) dostęp do sakramentów świętych człowieka duchownego czy świeckiego w stanie łaski uświęcającej. Czy rozumiecie, kochani, powagę tej sytuacji, że nikomu, proszę sobie wyobrazić, żadnemu duchownemu i żadnemu politykowi, nie wolno zamknąć dostępu do Sakramentów Świętych pod warunkiem, że duchowny i świecki jest w stanie łaski uświęcającej.

Jak to się stało, że kryterium dostępu do Sakramentów Świętych nie jest już dziś stan łaski uświęcającej, lecz sposób przystępowania do Komunii św., wbrew nie anulowanej przecież instrukcji o zasadach udzielania Komunii św. (Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Instrukcja Redemptionis Sacramentum: 92. każdy wierny zawsze ma prawo według swego uznania przyjąć Komunię świętą do ust).

O czym to świadczy? I co chce powiedzieć ksiądz profesor, gdy mówi o „kryzysie” i o „dramacie”, o „złamaniu prawa Boga” i o „przepaści, w którą wpakował nas diabeł”? To wszystko mówi o niczym innym, jak tylko o GRZECHU.

W podobnym tonie wypowiedział się, a raczej z bólem wykrzyczał pewien ksiądz prawosławny z Grecji, protestując przeciw zastosowanym wobec Kościoła restrykcjom: „Czegoś takiego przez 2000 lat jeszcze nie było. Po raz pierwszy od dwóch tysiącleci obserwujemy coś podobnego. Niestety, kielich goryczy przyszło wypić właśnie nam, w naszych czasach. Hierarchowie i zwierzchnicy ludu, obecni politycy zebrali się, aby biczować Chrystusa, aby zamknąć Chrystusa w więzieniu, aby izolować Go od wierzących. HAŃBA, hierarchowie i politycy! HAŃBA! HAŃBA ta na zawsze wejdzie do historii! HAŃBA, to oburzenie narodu Bożego pozostanie w historii na zawsze. Gniew i Boże przekleństwo spadną na głowę tych wszystkich, którzy postanowili pozbawić wierzących Ciała i Krwi Chrystusa. (...) HAŃBA, do czego doprowadziła się grecka Cerkiew! HAŃBA, WSTYD! Dziwię się i jestem przerażony wobec tego, co się dokonuje z naszym narodem. (...) Koniec czasów! Pokajajcie się, choćby w ostatnim momencie hierarchowie i politycy, inaczej gniew Boży nad wami będzie (...) Przebacz mi, narodzie Boży, lecz ja już nie mogę powstrzymać swego rozgoryczenia”.

To dramatyczne wołanie prawosławnego księdza wynika ze zrozumienia tragicznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół w wyznaczonej mu „godzinie” próby. Roberto de Mattei pomaga zrozumieć, co w Kościele poszło nie tak, jak musiało by być: „Co powinny były zrobić władze Kościoła, a co powinni robić wszyscy katolicy stając w obliczu atakującej nas pandemii? Po pierwsze, Kościół powinien mówić o śmierci, grzechu, Bożym sądzie, a w ostatecznym rozrachunku: o wyborze, jaki kładzie przed nami Orędzie Fatimskie, o wyborze między nawróceniem a karą – indywidualną i zbiorową. (...) Powinien przypominać, że śmierć i wszelkie zło trapiące ludzkość wynika z grzechu; że grzech publiczny jest cięższy od grzechu indywidualnego; że Bóg karze grzechy społeczne plagami, wojnami, głodem i katastrofami. (...) Jeśli świat nie odpokutuje, a nade wszystko: jeśli ludzie Kościoła wciąż będą milczeć, kary, które początkowo wymierzane były w sposób łagodny, skazane są na coraz większą eskalację, aż po unicestwienie całych narodów, co Matka Boża zapowiedziała w Fatimie” (Roberto de Mattei: Rok 2021 w świetle objawień fatimskich i prawego rozumu, 2 stycznia 2021, Fundacja Lepanto).

Niestety, Kościół dotychczas zasługuje na wyrzut i surowy sąd: „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi” (Hbr 12, 4). Kościół przecież nawet się nie przyznał, że przyczyną plagi zarazy jest GRZECH. Zatem GRZECH jest tym „kamieniem upadku, i skałą zgorszenia” (1 Pt 2, 8), co spowodowały kryzys w Kościele.

Kamień upadku i skała zgorszenia

Niezwykle wymowna pod tym względem jest sprawa ze szczepionkami, wyprodukowanymi z wykorzystaniem materiałów aborcyjnych. W celu rozwiania wszelkich wątpliwości, jakie pojawiły się w związku z często sprzecznymi oświadczeniami w sprawie ewentualnej niemoralności takich szczepionek, Franciszek w dniu 17 grudnia 2020 r. zatwierdził dokument Kongregacji Nauki Wiary „Nota nt. moralnego korzystania z niektórych szczepionek przeciwko COVID-19”. Dokument stwierdza, że „kiedy z różnych powodów nie są dostępne „etycznie nieskazitelne” szczepionki przeciwko COVID-19, jest „moralnie akceptowalne” zaszczepienie się za pomocą tych, które używają linii komórkowych od płodów pozyskanych w wyniku aborcji”. Ci, którzy ze względu na swe sumienie odmawiają stosowania takich szczepionek, muszą jednak „podjąć kroki w celu uniknięcia, za pomocą innych środków profilaktycznych i odpowiedniego zachowania, stania się nośnikami przenoszenia czynnika zakaźnego”. Kongregacja Nauki Wiary przypomina zarazem, że szczepienie nie jest obowiązkiem moralnym, stąd też musi być dobrowolne. Podkreśla jednocześnie obowiązek dążenia do dobra wspólnego.

Echem dyrektywy watykańskiej jest wypowiedź abp Gintarasa Grušasa, która zabrzmiała w Radiu ZW u progu Bożego Narodzenia 2020 r.: „Lepiej wybrać tę szczepionkę, w której nie były wykorzystane komórki, ale jeżeli nie ma wyboru, to człowiek nie zaciąga grzechu przyjmując tę szczepionkę”.

Bardziej rozbudowany komentarz przedstawił Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w dokumencie „W sprawie korzystania ze szczepionek przeciw COVID-19”, w którym się zaznacza, że szczepionki stworzone na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów (takie jak „AstraZeneca” i „Jonson&Jonson”) są nie do zaakceptowania ze strony ludzi wierzących, chociaż mogą zaistnieć warunki, usprawiedliwiające przyjęcie tych szczepionek. W dokumencie tym sprawa dyskusyjnych szczepionek uzyskuje nieoczekiwane rozwinięcie: osoby, które skorzystają ze szczepionek „AstraZeneca” i „Jonson&Jonson”, winny – w możliwy dla nich sposób – manifestować swój stanowczy sprzeciw wobec wykorzystania materiału biologicznego mającego niemoralną genezę w produkcji tych szczepionek oraz dlatego, aby nie zostały uznane za popierające w sposób pośredni aborcję (na przykład pisząc listy sprzeciwu do instytucji sprowadzających lub dystrybujących tę szczepionkę czy też do przełożonych).

Zwróćmy uwagę na niektóre fragmenty w tych oświadczeniach. Dokument watykański przewiduje, że są tacy, „którzy ze względu na swe sumienie odmawiają stosowania szczepionek”, czyli dopuszcza możliwość bycia sądu sumienia różniącego się od oficjalnego przyzwolenia. Natomiast komentarz KEP zobowiązuje osoby, które skorzystąją z omawianych szczepionek, nie do czegoś innego, jak do zadośćuczynienia. Wiadome jest jednak, że zadośćuczynienie jest aktem pokuty za grzechy. Te uwagi świadczą, że kościelne dyrektywy, zezwalające na przyjęcie dyskusyjnych szczepionek, są co najmniej dwuznaczne w bardzo ważnym temacie.

Jednoznaczny jest natomiast „Apel biskupów w sprawie nieetycznych szczepionek”, podpisany 12 grudnia 2020 r. przez pięciu biskupów, w którym się stwierdza: „Widzimy jasną sprzeczność między katolicką doktryną nakazującą kategorycznie, bez cienia wątpliwości i we wszystkich przypadkach odrzucać aborcję jako wielkie zło moralne, które woła o pomstę do nieba (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2268, 2270 i nast.) a praktyką dotyczącą [stosowania] szczepionek pochodzących z linii abortowanych komórek płodowych jako moralnie akceptowalną w wyjątkowych przypadkach „pilnej potrzeby” na zasadzie odległej, biernej i materialnej współpracy. Twierdzenie, że takie szczepionki są dopuszczalne moralnie, jeśli nie istnieje alternatywa, jest sprzeczne samo w sobie i nie może być zaakceptowane przez katolików”.


Sprzeczność, na którą wskazuje Apel pięciu biskupów ma swój ewangeliczny wyraz: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37). Przychodzi również na myśl scena z Raju, gdzie Bóg człowiekowi rzekł: „Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2, 17). Ale pojawił się ktoś, kto powiedział: „Na pewno nie umrzecie!” (Rdz 3, 4). Czy ta dwojaka ocena dyskusyjnych szczepionek nie powtarza dziś owej batalii o los człowieka, która rozegrała się u świtu ludzkości? Tyle że w Raju „Tak” wypowiedział Bóg, natomiast „Nie” wypowiedział wąż. Dziś natomiast słowa „Tak” i „Nie” wypowiadają te same usta.

Apel pięciu biskupów również sugeruje konfrontację ze Złym: „Analizując kwestie etyczne dotyczące szczepionek, musimy zadać sobie pytanie: dlaczego to wszystko stało się możliwe? Dlaczego w medycynie, której celem jest niesienie życia i zdrowia, pojawiła się technologia oparta na morderstwie? Badania biomedyczne, które wyzyskują niewinne dzieci nienarodzone i wykorzystują ich ciała jako „surowiec” dla szczepionek, zdają się bardziej przypominać kanibalizm. (...) Osoba, która stosuje te szczepionki, musi zdać sobie sprawę z tego, że jej ciało odnosi korzyść z „owoców”(mimo iż w sposób pośredni, poprzez ciąg procesów chemicznych) jednej z największych zbrodni ludzkości. (...) Szczepionki pochodzące z komórek okrutnie zamordowanych, nienarodzonych dzieci mają charakter ewidentnie apokaliptyczny i niewykluczone, że są zapowiedzią znamienia bestii” (por. Ap 13, 16).

Biskupi przypuszczają więc, że technologie oparte na morderstwie są stosowane specjalnie. Zły cynicznie szydzi z człowieka i, umieszczając w jego ciele „owoce” aborcji, zostawia tym samym metafizyczne „znamię bestii”, które jest znakiem bezspornej jego własności, obecnej w człowieku. Na Ostatniej Wieczerzy Pan rzekł: „Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie” (J 14, 30). Czy w swoim czasie Zły nie upomni się o swoją własność, którą masowo zostawia w ludzkich ciałach pod pozorem troski o zdrowie? Św. Teresa z Avila, która żyła w epoce reformy Lutra, miała wizję piekła i oglądała, jak dusze heretyków niby jesienne liście masowo opadały w piekielne płomienie. Czy podobna apokalipsa nie dzieje się na naszych oczach?!

Gdzie się podział grzech?

Jeżeli plaga zarazy jest karą za ludzkie grzechy, to w świetle powyższych rozważań wyraźnie widać, że wokół „małego koronawirusa” tworzy się potężna lawina grzechów i GRZECHU, która ciągle nabiera rozpędu. A tragedia kryje się również w tym, że tego grzechu ani świat, ani Kościół nie chcą widzieć. Wiadomo zaś, że tylko diabeł jest zdolny przekonać człowieka, że ani on, ani grzech nie istnieją.

Wygląda na to, że w Kościele niezauważalnie zapanowała nowa teologia, w której nie ma miejsca dla grzechu. Jeżeli nawet wspomina się o grzechu, to czyni się to w sposób niejednoznaczny. O tym przecież świadczą dokumenty Franciszka, których treści można dowolnie interpretować.

Skazując jednak temat grzechu na zapomnienie, przekreśla się całą teologię Krzyża, ponieważ ustanawiając Eucharystię Pan wskazał na swoją Krew, która ma być wylana za wielu na odpuszczenie grzechów. A propos: czy to „zapomnienie” o grzechu nie koresponduje na swój sposób ze zmianą w formule Konsekracji w tychże słowach Pana, gdzie zamiast „za wielu” figuruje teraz „za wszystkich”, czyli, że nawet bluźnierstwo przeciwko Duchowi, które nie będzie odpuszczone (por. Mt 12, 31) –  również już nie istnieje? Temat grzechu jest obecny w kerygmacie, głoszonym ustami św. Piotra w zaraniu istnienia Kościoła: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, (...) wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów” (Dz 5, 30-31).

Odnosząc się do słów Apostoła Pawła: „Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach” (1 Kor 15, 16-17). Analogicznie można stwierdzić: jeżeli nie ma grzechu, to Chrystus umarł na darmo. Taka jest rewolucyjna głębia zmian, zachodzących w Kościele. Stąd istnieje pilna potrzeba przekonać świat o GRZECHU, który w dobie plagi zarazy działa w ścisłym zespoleniu z koronawirusem.

Wygląda, że jest plan celowego pogrążania ludzkości i Kościoła w GRZECHU, który działa w ramach planu pandemicznego. Proszę posłuchać wypowiedzi Wojciecha Sumlińskiego, psychologa, dziennikarza śledczego, publicysty w Telewizji Chrystusa Króla w Chicago, gdzie on opowiada, jak z kolegami dotarł do autorów dokumentu sporządzonego przed wielu laty, w którym w dokładnych szczegółach jest opisany scenariusz z wirusami, szczepionkami i całą dynamiką pandemiczną, którą dziś obserujemy: „Można przewidzieć jeden element, pięć, dziesięć, ale przewidzieć wszystkie – to wzbudziło nasze wątpliwości, uruchomiło wszystkie dzwonki alarmowe i  by zrozumieć istotę tego alarmu podążyliśmy tropami i dla nas stało się jasne, że uczestniczymy w pewnym scenariuszu, rozpisanym przez ludzi, którzy mają wpływy rozpozcierające się realnie na świat, wpływy wywodzące się od multimiliarderów. (...) Uczestniczymy w jakiejś totalnej przebudowie świata – to co robią z nami w wyniku pandemii (...) no i temu szaleństwu poddał się cały świat”.

W dniach 6-8 maja br. w Watykanie odbyła się konferencja poświęcona zdrowiu, pt. ODKRYWANIE, CIAŁA, UMYSŁU I DUSZY. Wśród uczestników byli obecni twórcy szczepionek, prezesi firm „Pfizer” i „Moderna”, Dyrektor Narodowego Instytutu im Health (NIH) Francis Collins, który opowiada się za wykorzystaniem tkanki płodowej w projektach badawczych, proaborcyjna Chelsea Clinton, dr Anthony Fauci z amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, doradca prezydenta USA do spraw COVID i główny strateg pandemicznej polityki.  Wiosną ub.r. pan Fauci mówił, że Eucharystia jest tak niebezpieczna, że w USA z powodu pandemii koronawirusa należałoby Eucharystii w ogóle nie rozdawać. W Watykanie natomiast tak oto mówił pod adresem duchowieństwa: „Gdy idzie o przekonywanie globalnej ludności do tego by się szczepić na koronawirusa, to trzeba dopasować mówcę do audiencji; myślę, że jeżeli to zrobicie, przezwyciężycie wiele wahań. Gdy idziecie w okopy i spotykacie kogoś, kto jest głęboko religijny i słucha swojego duchowieństwa, to jest co innego niż ja w garniturze idący do ludzi i mówiący, co mają robić”. Zatem pan Fauci na konferencji zorganizowanej w Watykanie proponuje, by wykorzystywać katolickich księży do tego, by namawiali ludzi do szczepień. Czyli księża powinni mówić swym parafianom tak: szczepcie się, szczepcie się, bo to jest dobre, to moralne, to obowiązek.

Apel pięciu biskupów przestrzega nas: „Nasz Pan powiedział, że pod koniec czasów nawet wybrani zostaną zwiedzeni (por. Mk 13, 22). Dziś cały Kościół i wszyscy wierni katolicy muszą pilnie troszczyć się o swoje utwierdzenie w doktrynie i praktyce wiary, (...) bardziej niż kiedykolwiek muszą „unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22). Zdrowie cielesne nie jest wartością absolutną. Prymat musi być nadany posłuszeństwu wobec Bożego prawa oraz wiecznemu zbawieniu.

EPILOG

Niniejszy tekst, który jest próbą ukazania duchowej głębi obecnej „godziny” próby, wyznaczonej dla Kościoła, dla świata i ludzkości, jest na obecną chwilę ostatnim szkicem w tym temacie. Byłoby słuszne, gdyby pojawili się inni autorzy. Świat, który prawdziwie płonie, pilnie potrzebuje spełnienia śłów Pana: „On zaś (Pocieszyciel), gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (Por. J 16, 8). Być może stanie się to i bez naszego współudziału. Czyż Pan nie powiedział: „Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19, 40).

Nie potrafiłem jednak milczeć, widząc szaleństwo dookoła. Albert Einstein rzekł: „Świat doprowadzą do zagłady nie ci, którzy czynią zło, lecz ci, którzy to obserwują, lecz nic nie robią”. A również dobitne są słowa św. Piusa V, papieża, który ułożył i dał Kościołowi tę formę Różańca św., z jakiej korzystamy do dziś i pokazał, jak z pomocą tej modlitwy należy działać, mobilizując owczesny świat chrześcijański do zwycięskiej walki pod Lepanto:

„Ten kto zna prawdę, a nie mówi o niej, jest nędznym tchórzem, a nie chrześcijaninem”.

Nie można, wreszcie, nie wskazać na światłe Znaki, które towarzyszą nam w bieżącym 2021 roku, kolejnym roku próby. To jest patronat św. Józefa, obrońcy Kościoła oraz 450. rocznica zwycięstwa pod Lepanto, wymodlonego na Różańcu. Modlitwa Różańcowa i dziś może i powinna być głównym zadatkiem przetrwania w wierze i w łasce.


Ks. Henryk Naumowicz
Dukszty