Były urzędnik KE a obecnie profesor Wolnego Uniwersytetu Brukselskiego podkreśla, że Europa jest zaślepiona przekonaniem o własnej doskonałości i pogrąża się w kryzysie energetycznym. – Unia Europejska nie widzi, że reszta świata nie chce Nowego Zielonego Ładu i nalega na promowanie jeszcze większej liczby odnawialnych źródeł energii w dobie kryzysu – pisze Furfari.

– W ciągu roku ceny gazu ziemnego na rynku spot wzrosły pięciokrotnie ze względu na silne ożywienie gospodarcze w Chinach, a co za tym idzie równie mocny wzrost zużycia energii. Dzięki zasobom gazu ziemnego, między UE a Azją powstał jednolity rynek, który stał się płynny, podczas gdy odizolowane geograficznie Stany Zjednoczone cieszą się z bardzo niskiej ceny benzyny z łupków – czytamy w artykule.

– Kilka tygodni temu Christopher Leith, były przewodniczący Europejskiego Związku Izb Przemysłu i Handlu powiedział, że cele Europejskiego Zielonego Ładu są nierealistyczne. – Chcielibyśmy, żeby miał odwagę to powiedzieć, kiedy sprawował urząd. Na tym właśnie polega siła i słabość Komisji. Wszyscy milczą, a ona wierzy, że jest na dobrej drodze. To jest jednak duży niedosyt, bo obecna sytuacja jest konsekwencją polityki energetycznej podlegającej dyktatowi polityki klimatycznej. Unia Europejska jest naga w obliczu kryzysu, który pomogła wywołać – czytamy.

- Upór Unii Europejskiej w sabotowaniu własnej gospodarki w imię nieosiągalnych celów klimatycznych przejdzie do historii jako przyczyna wasalizacji Chin i Indii. UE powinna powiedzieć stop, ale nie mam nadziei, że tak się stanie - dodaje Furfari.

Unijny Pakiet dyrektyw Fit for 55 przewiduje podwyższenie celu redukcji emisji gazów cieplarnianych w obszarze Unii Europejskiej do 2030 r. z 40 do 55 proc. w zestawieniu z poziomem z 1990 r. Koszty tej operacji będą gigantyczne.

- W porównaniu do obecnych regulacji UE realizacja unijnego pakietu klimatycznego Fit for 55 będzie Polskę kosztować ok. 190 mld euro więcej – szacują analitycy banku Pekao SA. Wyliczenia ekspertów przybliża „Dziennik Gazeta Prawna”.

Za samo wywiązanie się z obecnie obowiązujących unijnych regulacji klimatycznych (Fit for 40, czyli redukcja emisji o 40 proc. do 2030 r.) podatnicy zapłacą 338 mld euro. W skład tej kwoty wchodzą w głównej mierze koszty inwestycji w sektorze energetycznym (186 mld euro), a także podnoszących efektywność energetyczną w gospodarstwach domowych (prawie 100 mld). Trzecim czynnikiem są oczywiście koszty systemu handlu emisjami (ETS), który tylko przy uwzględnieniu wytwarzania prądu kosztuje ponad 33 mld euro.

Analitycy Pekao wyliczają, że wdrożenie jeszcze mocniej wyśrubowanej wersji pakietu, podwyższającego redukcję emisji w tym samym okresie aż do 55 proc., podniesie koszty do 527,5 mld euro. Jak wskazują, różnica pomiędzy dwoma pakietami, wynosząca blisko 190 mld euro, wynika m.in. ze wzrostu kosztów unijnego systemu ETS.

Zwrócono jednocześnie uwagę na to, że nowy pakiet klimatyczny ma wygenerować dla Polski wyższe przychody. Szacuje się, że sięgnęłyby 220 mld euro. Ich źródłem byłyby w pierwszej kolejności właśnie środki pochodzące z handlu uprawnieniami do emisji.

 

Ponadto chodzi o przychody z unijnego Funduszu Odbudowy i wieloletnich ram finansowych UE. W dalszym ciągu pozostaje jednak ogromna luka rzędu około 300 mld euro.

- Nie należy traktować tej kwoty jako bilansu kosztów i korzyści Fit for 55 dla Polski. Nie uwzględnia ona bowiem trudnych do wyceny korzyści z inwestycji związanych z tym pakietem - zaznacza współautor raportu, główny ekonomista Pekao SA Ernest Pytlarczyk.

Olbrzmie koszty pakietu Fit for 55 skomentowała w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl europoseł Prawa i Sprawiedliwości Anna Zalewska.

- Byłam jedną z siedmiu osób, które pracowały przy Prawie Klimatycznym, gdzie z grubsza pojawiły się pierwsze wyliczenia Komisji Europejskiej. Sugerowały one armagedon, który jest przed Polską oraz całą Unią Europejską. Wszystkie zmiany są policzalne, ale one są otwarte, tak jak otwarty jest EU ETS, który według obliczeń KE miał w roku 2030 mieć wartość około 60 euro, a już mamy 90 euro. Jednocześnie raport analityków Pekao SA nie widzi jeszcze tego, co mogłoby się wydarzyć – powiedziała polityk.

 

PZ