Z kraju

Rosyjska penetracja środowisk patriotycznych jest tolerowana

ruletkaŚrodowiska prawicowe, patriotyczne, kresowe są wobec bierności państwa polskiego zalewane przez element, który na kilometry pachnie cudzą ręką. Niestety już dawno popłynął na te bagniste wody redaktor Marcin Skalski. O ile ludzie posiadający własny rozum, inteligencję oraz moralność mogą się obronić, to jednak nie obronią mniej rozważnych.

Nie jest to bowiem ani ich rola, ani nie posiadają oni sił i środków, by się o pozostałych zatroszczyć, bo zdanie upomnienia, czy nawet pojedyncza długa rozmowa mają „krótkie nogi”. Nie dadzą w efekcie nic, wobec działania osób z przeciwnej strony, które się takim zadaniom poświęcają. Sprawa tyczy się wprawdzie, tak samo działania wszelkich innych sił: służb, lobbystów, pożytecznych idiotów, także ze strony nacjonalistów ukraińskich. Jednak zadziwia właśnie tolerowanie rąk rosyjskich, ponieważ retoryka władz państwa, zarówno obecnych jak i poprzednich – pracowicie uwzględnia zagrożenie rosyjskie. Zagrożenie ze strony ukraińskich nacjonalistów jest tolerowane i wspierane, więc tutaj – prócz oburzenia na zdziwienie nie może być miejsca. Wysyp prorosyjskiego trollingu jest widoczny gołym okiem. Prorosyjskie treści można zobaczyć coraz częściej. Najgorsze jest jednak powstawanie prorosyjskich grup i organizacji.

Chyba wszystkie te czynniki zakładają maskę polskiego patriotyzmu. Jednocześnie, w ramach sceptycznego wobec Rosji kursu – oskarżeniami obarczane są równo osoby i środowiska, zarówno winne lub niewinne. Cieszą zatrzymania ABW wśród prorosyjskiej (eufemistycznie mówiąc) partii „Zmiana”, ale martwią dwie rzeczy: Po pierwsze publiczne (!) zarzuty szpiegostwa na rzecz … Chin (Nie Rosji!). Psują one robotę prezydenta Dudy, a podłożył on podwaliny pod dobre stosunki z Chinami (Czy to na korzyść czy przeciw Rosji?). Po drugie widać kontynuację bezpodstawnego oskarżania osób, które na to nie zasługują – o rosyjską agenturalność. W efekcie, nie tylko traci ono na wartości, ale i pozwala Rosjanom penetrować swobodnej. Stwarza gigantyczne poczucie niesprawiedliwości wobec przedstawicieli naszego państwa. Część z nich widząc zupełnie śmiałe poczynania nacjonalistów ukraińskich, niemal niepohamowanych, podpieranych retoryką o konieczności polsko-ukraińskiej przyjaźni (pod którą kryje się akceptacja dla neobanderowskich planów) dokonuje fatalnych wyborów.

Te wybory, to kurs obliczony na „sojusz polsko-rosyjski”, „braterstwo Słowian”, czyli brednie rodem znad Wołgi. Te wybory to pogranicze zdrady, w prostej konsekwencji zmierzające ku jej przekroczeniu. To głupota najwyższej wagi, oparta o przerażenie wobec tego co czynią w Polsce rzadziej – bardzo słabo hamowane, lub częściej w ogóle – środowiska nacjonalistów ukraińskich. Oczywiście jest to tyleż ogromne, co dodatkowo niedocenione niebezpieczeństwo. Poświęciłem temu niejeden tekst. Jednak nic nie usprawiedliwia takich fatalnych wyborów, które na zasadzie samospełniającego się proroctwa dadzą spóźnione podstawy do oskarżeń niektórym szaleńcom z Gazety Wyborczej lub Polskiej. I choć kolejność jest odwrotna, to powiedzą oni „a nie mówiliśmy”? Jest to wizja, której znieść nie mogę, tak samo jak głupoty niektórych ludzi „z przeciwnej strony barykady”.

Gdy słyszałem teksty: „„Niezależna” jest probnaderowska, to ja mogę być prorosyjski/prorosyjska” – opadam z sił. I na głupotę redaktorów z „Gazety Polskiej” i na głupotę tych błądzących, do których (niezależnie czy podkreślają, że chcą się kochać z Rosją niebolszewicką) pasuje „kura Wasilewskiej”. Gdy widzę zdolnych redaktorów, takich jak Marcin Skalski (będę posiłkował się jego przykładem, ale nie jest on odosobniony), których znam – oddających się w ramiona białego niedźwiedzia (cóż z tego, że bardzo antybanderowskich) bierze rozpacz. Bo w gruncie rzeczy są tacy sami jak ich koledzy z Gazety Polskiej, którzy z kolei dawno upodobnili się do Gazety Wyborczej. Cechą charakterystyczną wśród ich wszystkich jest jakaś pięta achillesowa, którą – wbrew prawdzie, by nie szkodzić sprawie – muszą fałszywie opisywać lub przemilczeć. Czyni to z nich – nie dziennikarzy, lecz doktrynerów.

Jedni na siłę bronią „Nocnych wilków”, którzy wożą flagi z sierpami i młotami, kochają Stalina, chwałę Armii Czerwonej, a wyrywanie paznokcie polskim bohaterom traktują jako „wyzwolenie”. Drudzy zapraszają zespół Hajdamaky, który kocha banderowskich ludobójców, lub chcą na wieczne „nigdy” odkładać publiczne utrwalenie pamięci o ich zbrodniach (przynajmniej dopóki zwolennicy zbrodniarzy nie umocnią się na Ukrainie). Trzeci spod znaku GW, raz to gotowi całować w tyłek Rosjan, a raz nacjonalistów ukraińskich i Niemców. To zaś wszystko w przerwie kultu lewactwa, promowania ich obyczajowości oraz tekstów na korzyć międzynarodowych lobbingów. Dość ciekawie zachowuje się PiS, który wykazuje z jednej strony zażenowanie atakami, które wychodzą na nich z USA (oraz wsparciem dla środowisk jemu przeciwnych), a z drugiej każda pochwała stamtąd jest przez nich chwytana jak woda na pustyni. Dość stonowanie traktują też niekorzystne ruchy, wykonywane przez braci starszych w wierze. Z kolei wobec tych ostatnich zaaplikować nam nienawiść usiłują Rosjanie (jednocześnie będąc promotorami polskiego antysemityzmu).

Atakowanie USA, gdzie uzyskało przewagę lewactwo i międzynarodowa finansjera stało się domeną Rosji, która chce ten temat zmonopolizować (Tu także znalazł dla siebie rolę Marcin Skalski). Dom wariatów, który się przy tym robi – jest wręcz symboliczny, bo przeciętny człowiek przestaje się w końcu orientować: o co chodzi. I za to akurat nie można go winić. Winię jednak Marcina Skalskiego, bo swoje świetne pióro, niczym Voltaire oddał następcom carycy Katarzyny. Zrobił to już dawno. Nie pomogły rozmowy, ostrzeżenia, prośby, bo należy on do ludzi, którzy przyjmują poprzez jednoosobową aklamację dogmat o swojej nieomylności. Nie jest on jedynym przykładem takich zachowań w środowisku dziennikarskim. Za prorosyjkie wyskoki został wyrzucony z portalu kresy.pl, ponieważ nie przejmował się, że zaczyna być jedynym dowodem na bezpodstawne neobanderowskie ataki na redakcję portalu. Przyczyniłem się do tego ja sam. Traf chciał, że poprzez wspólnych znajomych dowiedziałem się, iż w nietypowych okolicznościach odbywa podróż do Rosji. Udaje się tam dziwną, okrężną drogą (ponoć sam się dziwił dlaczego tak mu to zaplanowano…), organizowaną przez partię „Zmiana”…

Dość zdenerwowany zadzwoniłem do redakcyjnych kolegów z kresów.pl i zapytałem się czy o tym wiedzą, bo niejednokrotnie ich broniłem przed bezpodstawnymi oskarżeniami prorosyjskości. I jak się okazało (na szczęście) ukrył to przed nimi, dbając dodatkowo o alibi. Zaowocowało to błyskawicznym skreśleniem ze składu redakcji, co jej zaszokowani członkowie uczynili nie bez żalu. Zdołał tylko uzyskać możliwość publikowania od czasu do czasu – niektórych swoich tekstów jako autor zewnętrzny. Jego ścieżka na ciemną stronę odbywała się stopniowo, lecz niepowstrzymanie. Wcześniej próbowałem go jeszcze odciągać od kreowania prowokacji pod adresem Marcina Rey’a, który po drugiej stronie jest odpowiednikiem Marcina Skalskiego, z tą różnicą że Skalski jest zdolniejszy. Usiłowałem mu wyjaśniać, że choć facet jest nieuczciwy, niegodne jest w tym kontekście walczenie takimi metodami.

I choć Rey nie widząc problemu w oskarżaniu niewinnych, jak na paradoks, co do Skalskiego się nie pomylił – to jednak należy do grupy tych, którzy jego przemianę wykreowali, spychając go w stronę prorosyjskości. Samospełniające się proroctwo. Redaktor Skalski zrobił co chciał, przeprowadził swój plan, wykorzystując właśnie te metody – wykazał, że wiarygodność Rey’a jest żadna. Tekst nie miał jednak przebicia takiego jak się spodziewał. Skalski za moją rozmowę z kolegami, których narażał na niebezpieczeństwo swoimi rosyjskimi wycieczkami (i  nie tylko ich) zarzucił mi zdradę i zaczął uważać, najdelikatniej mówiąc za świnię. Niestety nie może przyjąć, że zdradziłbym czyniąc odwrotnie.

Przez chwilę, nad wpuszczeniem go na swoje łamy zastanawiał się naczelny Kresów24 Marek Bućko. Z jednej strony rozumiał on sytuację atakowanych absurdalnie Kresów.pl (Kresy24 mają odwrotne proporcje artykułów – skierowanych głównie przeciw Rosji, pełnią po prostu służbę na innym froncie, niestety ludzie czyniąc zarzuty obu portalom nie rozumieją tego.) – z drugiej, tak jak i mnie było mu Skalskiego oraz jego pióra po prostu żal. Miał on o tyle komfort, że zasłużył się w walce przeciw rosyjskiej propagandzie, kto więc może być na tyle głupi by fundować oszczerstwa prorosyjskości?

Ponieważ jest to człowiek, którego coś takiego nie rusza, nie przejął się, że „prorosyjskość” sztucznie wykreowano nawet Grzegorzowi Braunowi, czy Pawłowi Kukizowi. Wystarczyło, że powiedzieli coś w sprawie ukraińskiej, niezgodnie z linią. Starałem się nie wpływać na tę decyzję, choć poinformowałem go o złych i dobrych stronach tego pomysłu. Pomysł korzystny dla Skalskiego polegał na tym by go od Mordoru ratować. Nie chcieliśmy, by Smeagola Skalskiego zastąpił rosyjski Gollum Skalenkow, lub też jak kto woli Leon Wasilewski wydał z siebie Wandę. Jednak ostatecznie przeważyło to, że Marcin Skalski może wyciąć niespodziewany numer, choć naczelny stwierdził, że szkoda go oddawać go na pastwę „Sputnika”.

Później mój były kolega znalazł miejsce na prawym.pl, gdzie od czasu do czasu publikuję ja sam. Wiedziałem o tym, nie interweniowałem i choć nie można tego porównywać – chyba subiektywnie miałem w pamięci to co cierpiałem ja sam. Nie jest przyjemnie być szkalowanym (do czego jak wiem red. Skalski dorzucił swoje dwa grosze) przez banderowski, lietuvski, niemiecki i rosyjski lobbing, który poprzez przyjaciół (także na polskiej prawicy) starał się  mnie zawsze łapać w podobne pułapki. Tyle, że ja pozbawiony możliwości obrony, odpowiedzenia cokolwiek, nie skapitulowałem przed żadnym z nich, a Skalski, młodszy ode mnie dał się powoli skruszyć.

Pozwolono mu zatem pisać felietony. Napisał całe dwa i swoim świeżym wpisem facebookowym, który krytykuje zatrzymanie Piskorskiego przez ABW – właśnie pozbawił się, jak mnie poinformowano – tej możliwości. Człowiek ten właściwie załatwił się sam, ale czy na pewno? Pytanie czy musiał, czy nie było nikogo, kto mógłby tę ścieżkę powstrzymać? Czuł się prawdopodobnie odrzucony, osamotniony wobec wieloletnich haniebnych zachowań różnych czynników w RP, w tym władz, wobec ofiar nacjonalistów ukraińskich. Bo wielokrotnie te ofiary sprzedawano, niezależnie od rządu, niewykluczone że tak będzie i teraz, np. projekty ustaw zostaną złagodzone, lub zmienione w zwykłą uchwałę. Nie usprawiedliwiam go, lecz opisuję mechanizm psychiczny, z którego korzystają przeciwnicy Polski.

Skalski poznając temat doskonale – widział draństwo, które się wokół toczyło, wręcz rażącą niesprawiedliwość. W skutek czego, będąc niekiedy przez lata – niezasłużenie obiektem hejtu i drwin wpadł w pułapkę takiego walczenia ze złem, że sam posunął się nie we właściwą stronę. To podstawowa pułapka duchowa, która czyha na człowieka w ramach walki dobra ze złem. Urodzony jeszcze w XIX wieku angielski historyk chrześcijaństwa Christopher Dawson powiedział kiedyś, że „Kiedy ludzie decydują się wykorzystać do walki ze złem wszystkie dostępne środki, nie można odróżnić ich dobra od zła, które pragną zniszczyć”. Jak na paradoks tym samym Marcin Skalski swoimi wpisami (Sam wszak swoją znajomość z Piskorskim upublicznił.) i decyzjami – ładuje np. katiuszę Agnieszki Romaszewskiej, z którą bynajmniej się nie kochają, a która podejmuje analogiczne decyzje, tyle że po drugiej stronie probanderowskiej. Zamknięte koło. Sęk w tym, że dostają też inni ludzie i tym się ani jedno, ani drugie nie przejmuje.

Wypada jednak zadać pytanie: Dlaczego? Dlaczego się na to pozwala? Dlaczego tacy ludzie trafiają pod skrzydła Rosji (o neobanderyźmie nawet nie wspomnę)? Przykład Skalskiego, to tylko jeden z wielu. I otóż moim zdaniem, właśnie dlatego pozwala się Rosjanom penetrować środowiska patriotyczne, które mają nie te same poglądy, by je po prostu móc później swobodnie odstrzelić. Ewentualnie usprawiedliwiać uginanie się przed nacjonalistami ukraińskimi skaczącymi po trupach polskich kobiet i dzieci, które nie mają mogił. Z innej strony akceptować haniebne działania dyskryminacyjne wobec Polaków na Litwie i wiele wiele innych. Rolę artylerii pełnią szastane masowo oskarżenia o rosyjską agenturalność, które nie dość, że doprowadzają ludzi do desperacji, to jeszcze przestają mieć znaczenie. To oczywiste kto na tym korzysta. Nie tylko bezpośrednio neobanderowcy i państwa na zachód od Polski, ale i ostatecznie bardzo zyskuje Rosja. Tu właśnie mamy ten nieoficjalny mechanizm, którego ani PiS, ani Gazeta Polska, ani Myśl Polska, ani Skalski – nie rozumieją, lub rozumieć nie chcą. Stają się moim zdaniem narzędziami (częściowo bezwiednymi) w prowadzeniu zagranicznej polityki, z którą nie powinni mieć nic wspólnego. Jednak najlepszą metodą, by się w tym nie pogubić jest: „Po owocach ich poznacie”. I nie można tą metodą odpuszczać żadnego szczegółu, który psuje nam dobry humor.

Dlaczego „antybanderowskość” może być tylko proruska? Bo władze naszego państwa zawsze oddawały na to monopol Rosji, nie tworząc jej konkurencji. Wszystko po to, by nie urażać mitycznych „Ukraińców” (nacjonalistów ukraińskich) i pojednania, które poprzez bierność na zarażanie Ukraińców antypolską ideologią – nigdy nie nastąpi. Pozostanie na papierze i w deklaracjach czołowych polityków. Dla ideologii rzekomego niepchania Ukraińców w ramiona Rosji (Na Ukrainie neobanderyzm był przez lata, aż do teraz kiedy to się zmieniło – marginesem i nie miał większego znaczenia!) nie atakowano w zarodku rozrastającego się kultu morderców. Tragikomiczne jest to, że zapomniano o niewpychaniu w ramiona Rosji własnych rodaków. A konflikt z Ukrainą, która się banderyzuje i tak będziemy mieli. O żadnym pojednaniu w sytuacji tolerowania kultu masowych morderców Polaków – ze względu na narodowość – nie może być mowy. Nie bez kozery w kwestii macoszego traktowania upamiętnienia 135 tysięcy kobiet i dzieci pomordowanych przez UPA – nawiązałem do cytatu Churchilla: „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę i tak będą mieli”.

Aleksander Szycht

 

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

43 komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra