Po mniej czy bardziej uzasadnionych protestach nauczycieli, strajkami grożą pracownicy resortu obrony narodowej. Kilka dni temu prorządowe media odtrąbiły kolejny rzekomy sukces zarówno rządu jak i kolejnej grupy społecznej szczodrze obdarowanej podwyżkami. Grupę tę stanowią pracownicy resortu mundurowego, z najniższymi zarobkami spośród wszystkich grup budżetówki.

Od kilku miesięcy siedem związków zawodowych zrzeszających pracowników wojska w rozmowach z kierownictwem MONu, postulowało podniesienie wynagrodzeń o 600 zł brutto, następnie łagodząc swoje oczekiwania do 550 zł brutto. Po tych kilku miesiącach negocjacji kierownictwo MON, postanowiło podnieść wynagrodzenie pracowników wojska o 300 zł brutto , ignorując tym samym oczekiwania związkowców. W wypadku związków funkcjonujących w ramach resortu obrony narodowej, wszystkie siedem central związkowych łącznie z Solidarnością, teoretycznie prorządową, opowiada się za rozpoczęciem protestów.

W przeciwieństwie do żołnierzy pracownicy wojska nie są objęci żadnymi dodatkami z tytułu pracy na rzecz wojska a wielu z nich ma przydziały mobilizacyjne na wypadek wojny. Z powodu wielu nieobsadzonych etatów wojskowych, żołnierzy zastępują cywile, co przynosi wojsku znaczne oszczędności.

Z drugiej strony spośród ponad 44 tysięcy pracowników resortu obrony narodowej znaczną część stanowią byli oficerowie głównie pułkownicy i podpułkownicy obsadzający najbardziej lukratywne stanowiska. Ludzie ci odbierają wysokie wojskowe emerytury z pieniędzy podatników, a jednocześnie obejmują stanowiska w resorcie z najwyższym wynagrodzeniem i tak skonstruowane, żeby w ramach obowiązków służbowych jak najmniej pracować.

Kiedy resortem zaczął zarządzać PiS, wielu liczyło na zrobienie porządku z "rządami" emerytowanych pułkowników rodem z PRLu, kadencja dobiega jednak końca, a pułkownicy czują się się w resorcie coraz pewniej. Wojsko traci na nich miliony, a teraz starci jeszcze więcej wypłacając im trzynaste emerytury. Być może właśnie te dodatkowe emerytury dla emerytowanych oficerów spowodowały ograniczenie podwyżek dla pracowników resortu obrony narodowej.

Na skutek takiego posunięcia najmniej stracą byli wojskowi, bo choć nie dostaną wyższych podwyżek, to w zamian dostaną trzynastą emeryturę, która z nawiązką wynagrodzi mi brak wyższej pensji. Czas pokaże na ile "wojskowe" związki zawodowe są zdeterminowane do przeprowadzenia zmasowanej akcji protestacyjnej.

 

Marek Kamiński